poniedziałek, 28 lipca 2014

Pauza

Są takie momenty, które pamiętasz z niebywałą dokładnością. Kiedy zamykasz oczy, widzisz każdą mikrosekundę tej chwili. Czujesz zapach, po twarzy łaskocze Cię wiatr, a Ty widzisz w swojej głowie bohaterów akcji, słyszysz głosy, a całą scenę oglądasz z punktu widzenia osoby trzeciej. 


To są momenty, które zazwyczaj naładowane są niesamowitymi pokładami szczęścia, albo innymi... skrajnymi uczuciami. Jedna mała sekunda, w której mówisz do siebie: zapamiętam to. Zapisujesz w głowie dokładne nagranie z tej chwili i możesz do niego wracać o dowolnej porze dnia i nocy. Zawsze smakuje tak samo jak za pierwszym razem. 

piątek, 25 lipca 2014

Kotleciki z kaszy jęczmiennej - przepis

Kaszę jęczmienną w domu jadam tylko ja. 
Dlatego zawsze zostaje mi pół woreczka, który leżakuje kilka dni w lodówce, a potem udaje się - niestety- do śmietnika. Postanowiłam coś z tym zrobić, bo już wiele razy miałam ochotę na kaszę, ale właśnie z tego względu, że bardzo często ją wyrzucam, rezygnowałam. 
(Nie mówcie mi tylko proszę, że powinnam gotować kaszę bez woreczka, bo nie po to je wymyślono, żebym utrudniała sobie życie.) 


Aż któregoś dnia, kiedy w lodówce leżał smutny woreczek z kaszą i dookoła nic innego, postanowiłam go reanimować. I tak oto powstały kotleciki z kaszy jęczmiennej. 

środa, 23 lipca 2014

BlogoŚniadanie

Kiedy tylko mogę, zabieram pracę na zewnątrz. Kosmicznie brakuje mi balkonu, na którym mogłabym rozbić swój obóz i spędzać tam większość dnia. Dlatego, kiedy tylko okazuje się, że mogę zabrać tablet, notatnik i kilka długopisów na dwór pole, a komputer nie jest mi do czegokolwiek potrzebny to po prostu to robię. Łapię też wodę, jakieś owoce, drugie śniadanie i zaszywam się na pół dnia w parku (do którego nigdy nie mogę trafić za pierwszym razem i muszę chwilę pokrążyć po okolicy żeby doznać olśnienia). 


Dlatego, kiedy Justyna i Janek zaproponowali BlogoŚniadanie na trawie, z bijącym sercem otworzyłam kalendarz. Mam taki mały osobisty projekt, który polega na tym, żeby mimo wszystko wyrabiać się z pracą pięć dni w tygodniu i zostawiać sobie luźne weekendy. To była niedziela. Idealnie.  

poniedziałek, 21 lipca 2014

30 małych rzeczy - podsumowanie

Ostatnie wyzwanie polegało na tym, żeby nauczyć się dostrzegać w codzienności te drobiazgi, które sprawiają, że życie nie jest znowu takie do dupy. Zawsze miałam z tym problem, bo żyję zawieszona w przyszłości i jednocześnie analizuję przeszłość, więc ostatecznie nie ma tam nawet jednego centymetra kwadratowego na TU i TERAZ. 


piątek, 18 lipca 2014

2 tygodniowy system pracy - plusy i minusy

To już pół roku jak Pan Wysoki pracuje w 2 tygodniowym systemie pracy. Nie miałam zielonego pojęcia, że taki system w ogóle istnieje - dowiedziałam się dopiero w lutym. Początkowo nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić, no bo... dajcie spokój. Z każdego miesiąca widzimy się raptem dwa tygodnie. Dobrze, że razem mieszkamy, bo chyba nie widywalibyśmy się wcale. 

Sami rozumiecie, wizja dwutygodniowej rozłąki KAŻDEGO MIESIĄCA wydawała mi się nie do przełknięcia i przez pierwsze cztery takie akcje cierpieliśmy po równo. Starałam się za wszelką cenę znaleźć jakieś pozytywne strony tej sytuacji. 
Było ciężko, ale się udało. 



Nie mogę powiedzieć, że już przywykłam do tego, że wysyłam swojego faceta co drugą środę na drugi koniec Polski. W tym momencie staram się jedynie zaakceptować naszą nową rutynę, bo niestety nic z tym nie zrobię. Mogę jedynie przestać utrudniać nasze funkcjonowania i wycisnąć najwięcej jak tylko się da z czasu, w którym Pan Wysoki jest w domu.