Ekspresowe ciasto bez pieczenia: 3 bit

Ciasto bez pieczenia. 

Lekko słodkie, robi się równe 15 minut i świetnie pasuje do kawy -  a już zwłaszcza wtedy, kiedy dowiadujesz się, że za pół godziny wpadają teściowie. Ciasto idealne, bo wystarczy mieć w zapasie kilka półproduktów, w ciągu kilku chwil je połączyć i ta-dam! Chciałaś ciasto, to masz.  

I chociaż ciągle cieszę się jak głupia z luksusu, jakim jest piekarnik (poprzednie studenckie mieszkania nie posiadały na stanie lub posiadały egzemplarze uszkodzone), to czasem robię ciasta bez pieczenia. Są szybkie, proste i ratują mój tyłek w sytuacji, kiedy wypadałoby mieć coś słodkiego w domu. 

Ciasto bez pieczenia: 3 Bit 
(Naczynie żaroodporne: 30x25) 



Ciasto 3Bit to odpowiednik słynnego batonika i powiem Wam, że w wersji na ciastkach faktycznie do złudzenia go przypomina. 
Żeby stworzyć coś pysznego, wystarczy w szafkach kuchennych wygrzebać już dawno poupychane - 


Półprodukty: 

- Budyń śmietankowy z cukrem - 2 opakowania
- Mleko - 700 ml
- Łyżka masła
- Puszka masy kajmakowej
- Herbatniki - około 300 gram
- Śmietanka 30% - 400 gram
- Fix do bitej śmietany
- Łyżeczka cukru pudru
- Tabliczka mlecznej lub gorzkiej czekolady  


Jak działamy? 

Otwieramy puszkę masy kajmakowej i zawartość wrzucamy do garnka. Dodajemy odrobinę wody, podgrzewamy ciągle mieszając. W międzyczasie wstawiamy mleko i rozrabiamy budynie według instrukcji na opakowaniu. Pewnie się zorientowaliście, że budynie w proszku powinny być rozrobione w litrze mleka, ale dzięki temu zabiegowi masa budyniowa będzie bardziej gęsta. 

Gotowy budyń odstawić do przestygnięcia. 

Układamy ciastka na blaszce lub w naczyniu żaroodpornym i pierwszą warstwę przykrywamy ciepłą masą kajmakową - powinna dobrze się rozsmarowywać. Po nałożeniu całej, przykrywamy ją kolejną  (drugą) warstwą ciastek. 

Przestudzony budyń miksujemy z łyżką masła, z czego powstanie krem budyniowy. Masła można dodać oczywiście więcej, ale ja dodaje je dla konsystencji, nie dla smaku. Masę budyniową nakładamy na herbatniki i przykrywamy kolejną (trzecią) warstwą ciastek. 

Schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno, słodzimy cukrem pudrem. Dodajemy fix do bitej śmietany, żeby nie opadła. Ubitą śmietanę przekładamy na samą górę ciasta i dokładnie rozsmarowujemy na ciastkach. Na sam wierzch ścieramy czekoladę. 



Legenda głosi, że na drugi dzień, po nocy w lodówce, jest sto razy lepsze. 

Co powinieneś o sobie wiedzieć? - rozwój osobisty

Zastanawiasz się czasem, co powinieneś o sobie wiedzieć? Czy wiedza na ten temat ma jakikolwiek związek z Twoim ewentualnym rozwojem osobistym? 


No bo, czy można przejść przez życie nie zastanawiając się nad tym, kim tak naprawdę się jest? Czy istnieje szansa przebrnięcia przez to bez większego polotu i zaangażowania
Oczywiście, ale co to za życie, kiedy wszystko biegnie gdzieś z boku, jakby kompletnie nas nie dotyczyło. To smutne, ale czasem ludzie naprawdę wolą zostawić swoje życie w rękach osławionego losu i czekać, aż coś zostanie podane im na tacy. 

Zobaczcie tylko, o ile łatwiej jest czekać ze świadomością, że zrobiło się wszystko, co tylko dało się zrobić. Czy satysfakcja nie smakuje wtedy lepiej niż obsypany brokatem, jeszcze ciepły i rozpływający się w ustach sukces? 
Tylko skąd wiadomo, na co czekamy? I skąd wiadomo jak się za to zabrać? 

Ano, ze środka

Posłuchaj, powinieneś wiedzieć o sobie kilka rzeczy -


Że jesteś wyjątkowy
Koniec z porównywaniem się! Każdy z nas jest zupełnie inny i - całe szczęście - niepowtarzalny. Nie ma sensu się pogrążać i wymyślać niestworzone historie, w których można było zachować się tak, a nie inaczej i zrobić coś innego niż się ostatecznie zrobiło. Otóż nie, nie można było - inaczej nie byłbyś sobą! Brzmi banalnie? Jasne, ale spróbuj docenić to, że jesteś. Spójrz na siebie przychylnie, podkreśl swoje dobre strony i walcz z tymi, które Ci faktycznie przeszkadzają. Skup się na sobie i swoich wartościach.

Co kochasz? 
I w tej kategorii zawierają się zarówno ludzie, miejsca, rzeczy, sytuacje, wszystko to, co jest dla Ciebie ważne i bez czego Twoje życie byłoby szare i puste. Posiadając tę wiedzę jesteś w stanie przenosić góry! Jesteś pewny, że wiesz, co sprawia Ci niesamowitą przyjemność? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? 

Co Cię napędza? 
Oprócz prostych przyjemności warto wiedzieć co Cię napędza. Co sprawia, że Ci się chce? Masz swoją pasję, coś, co pozwoli Ci wykorzystać życie w pełni? Coś, dzięki czemu będziesz optymistycznie patrzeć w przyszłość? Coś, co sprawia, że żyjesz tu i teraz? Znajdź to, co Tobą kieruje i co sprawi, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odkryj swoją pasję, dzięki której będzie Ci się chciało podnieść z łóżka. 

Czy masz kontrolę? 
A jeśli nie, to jak ją przejąć? Jeśli nie trzymasz swojego życia na wodzy to bardzo szybko zorientujesz się, że przecieka Ci przez palce. Dbaj o dyscyplinę i sprawdź, co sprawia, że wysikasz z niego więcej. Musisz wiedzieć co jest dla Ciebie właściwe - nie, co jest dla Ciebie wygodne, ale co jest dobre i pozwoli Ci przejść level wyżej. 

Kto ma na Ciebie dobry, a kto zły wpływ 
Ludzie, z którymi się zadajemy mają na nas ogromny wpływ i chociaż możemy się kłócić na ten temat i udowadniać, że to nie prawda, to i tak wiadomo, że to kim jesteśmy jest średnią osób, z którymi się zadajemy. Dlatego koniecznie przesiej swoje znajomości i pożegnaj się z tymi, którzy zamiast do góry, ciągną Cię za trampki w dół. Wybieraj rozsądnie. 

Jakie masz cele w życiu?
Nikt inny nie stworzy ich za Ciebie. Wszystkie Twoje cele są w Tobie już od samego początku, sęk w tym, żeby odpowiednio się w siebie wsłuchać i dojrzeć do podjęcia odważnej decyzji: tak, biorę się za to. Bez wiedzy do czego dążysz w życiu, możesz się obudzić za 10 lat i zorientować, że nic ciekawego się nie wydarzyło. A nie, czekaj. Wydarzyło: zamiast swoich prywatnych celów osiągnąłeś kilka, owszem, ale niestety tych należących do sąsiada. 

Umiesz na sobie polegać? 
Nauczyliśmy się polegać na przyjaciołach i rodzinie i to do nich biegniemy z każdym mniejszym problemem. Bardzo często nie ufamy swoim własnym decyzjom i bez stosu porad z zewnątrz ciężko na cokolwiek się zdecydować. Musisz znać swoją wartość i wiedzieć, że możesz polegać na sobie, swoim doświadczeniu i wiedzy, jaką posiadasz. Inne osoby są ważne, jasne, ale to na sobie musisz polegać najmocniej. 

Twoje myśli mają moc
Dlaczego pozytywni ludzie mają w życiu łatwiej? Bo myślą pozytywnie. Nasze myśli kształtują nasze nastawienie, a nastawienie często ma decydujący głos na drodze do sukcesu czy porażki. Dbasz o swoje myśli? Pielęgnujesz je? Nie zagracaj sobie zwojów pod czaszką negatywnymi słowami, oszczędź sobie trucizny i zobacz jak łatwo się żyje, kiedy pozbędzie się tych czarnych chmur przed oczami.

Jesteś wdzięczny? 
Dziękujesz czasem za to, co dzieje się w Twoim życiu? Czy czujesz wdzięczność za to, że znalazłeś się w tym, a nie innym miejscu? Że masz gdzie spać, że pracujesz, że Twoja druga połówka kocha Cię i szanuje nawet mimo mniejszych i większych kryzysów? Czy pielęgnujesz wdzięczność? 


Wiosenna mobilizacja - moja lista

Zainspirowana Agnieszką i jej wiosenną mobilizacją, postanowiłam stworzyć swoją małą listę. Tym bardziej, że wychodzę już z siebie, żeby zacząć coś robić i naprawdę nie mogę się doczekać, aż przestanie mi lecieć z nosa i przestanę się potwornie czuć, żebym FAKTYCZNIE coś robić mogła.



Na mojej wiosennej liście nie ma sadzenia kwiatów i renowacji balkonu - głównie dlatego, że go tu nie ma. Ale nie ma też tuningowania roweru i miliona nowych aktywności fizycznych, bo to najzwyczajniej w świecie nie na to czas (chociaż z radością znalazłabym chwilę na jakieś zajęcia z grupą przyszłych mamusiek). Za to jest chwila oddechu i dopinania niektórych spraw na ostatni guzik, żeby wyrobić się ze wszystkim przed lipcem.


Wyciągnąć wiosenne rzeczy i przesiać je przez sitko 9 miesięcy 
Szczerze powiedziawszy w większość rzeczy już się nie mieszczę. Chcę jednak wycisnąć ze swojej dotychczasowej szafy tyle, ile wlezie. Niestety nie było jeszcze czasu na to, żebym schowała kozaki i Emu, a wyciągnęła baleriny. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni mi się uda. 


Kupić sobie coś ładnego! 
W bazowe ciuchy ciążowe uzbroiła mnie mama - cały świat tak się przejął, że nie dał mi szansy chociażby na samodzielne uzupełnienie szafy w tym temacie. Dzięki, Mamo! Mam koszulki, dżinsy z gumką i narzutki i sweterki, i głównie na tym opieram teraz moje stroje. Ale chciałabym sobie kupić coś... ładnego! Nowe buty, nowa torebka, nowa biżuteria... Coś, co nie przestanie być użyteczne, kiedy tylko Kropek przyjdzie na świat. 


Napisać kolejne dwa rozdziały pracy magisterskiej 
No i nanieść poprawki na rozdział pierwszy. Do końca kwietnia chciałabym oddać już wszystkie trzy, żeby w maju popracować nad czwartym i nad ostatnim szlifem. Czy mi się to uda? Nie wiem. Ale zrobię wszystko, żeby zamknąć ten temat jeszcze przed letnią sesją. 


Wymienić dowód i załatwić wszystkie formalności związane ze zmianą nazwiska
To trochę smutne, że muszę to umieścić na wiosennej liście mobilizacyjnej, ale prawda jest taka, że już zdążyłam o tym zapomnieć, to znaczy, o wymianie dokumentów. Im szybciej się tym zajmę tym lepiej. 


Zaplanować podróż poślubną
Tak, tak, tak! Mamy pretekst, żeby zniknąć gdzieś na kilka dni. W dalszym ciągu pytanie główne brzmi: gdzie? No i odrobinę ogranicza nas czas - wolałabym w okolicach porodu nie plątać się gdzieś pod wieżą Eiffla czy coś. 


Codziennie robić koktajle owocowe 
Do czysto warzywnych jakoś ciężko mi się przekonać. W zeszłym roku praktycznie codziennie robiłam koktajle na pierwsze albo drugie śniadanie. Na twarogu, owsiance, otrębach, albo po prostu na samych owocach. Już za tym tęsknię! 

Zrobić zdjęcia! 
I mam na myśli nie tylko zdjęcia ślubne - plenerowe, ale też sesję ciążową. Dodatkowo super byłoby skleić z tego foto-książki. Przestałam już wierzyć, że znajdę czas, motywację i chęci do klejenia albumów ręcznie! 

Więcej spacerować po Krakowie
A najlepiej - odkryć nowe miejsca. Kiedy będzie cieplej to na pewno chętniej będę wytaczać się z domu. Miło będzie pozwiedzać i połazić po zakamarkach, w których jeszcze mnie nie było. 


Wstawać wcześniej 
Albo może raczej: doprowadzić do porządku swój sen. Potrafię teraz spać po 9-12 godzin. To trochę za dużo i cześć tego czasu mogłabym wykorzystać inaczej. Chciałabym wcześniej chodzić spać i wstawać sporo przed pracą, żeby jeszcze zdążyć przeżyć poranek w świętym spokoju. 


Zmiany, zmiany, więcej zmian! Na blogu! 
W końcu będzie na to czas! Wykrzyknik! I jeszcze dwa wykrzykniki!! Hura! Zastanawiam się nad tym, jak chciałabym, żeby wyglądał kolejny rok na blogu, myślę nad kategoriami, przeglądam szablony w poszukiwaniu inspiracji i pracuję nad ankietą dla Was. Nie chcę tego robić na szybko i chcę (wyjątkowo, tym razem) dopiąć wszystko na ostatni guzik. 


Mieć czas dla siebie, dla rodziny i dla przyjaciół 
I żadnych wyrzutów sumienia, że siedzę na bezkofeinowej latte posypanej cynamonem z przyjaciółką, robię słodkie nic z mężem, albo czytam książki - a jestem na głodzie książkowym, zamiast pracować. 


A jakie są Wasze wiosenne plany? 

Ciąża - półmetek

Czyli o tym, czy przywykłam do myśli o byciu mamą, czy dostałam dziecio-kwiku i czy czuję się GOTOWA. 


Drugi trymestr ciąży to podobno najlepszy czas dla kobiety. Potwierdzam. 

W końcu nie czuję się permanentnie chora - pomijając ostatnie dni, kiedy leczę przeziębienie. Swoją drogą, przeziębienie w ciąży to jest jakaś masakra. O ile normalnie przechodzę choroby dosyć łagodnie, to jak kilka dni temu mnie rozłożyło, tak do tej pory wlokę się po domu w piżamie i nie zapowiada się na to, żebym w najbliższych dniach wróciła na pełne obroty. Podejrzewam, że oprócz przeziębienia, moje kiepskie samopoczucie sponsorują też dwie ósemki, które właśnie teraz próbują wyrwać się na powierzchnię. 

Uprzedzając pytania - tak, byłam u lekarza i niestety zmarnowałam tylko czas, bo dowiedziałam się dokładnie tego samego, co już wiedziałam przeprowadzając wywiad ze swoimi lekarzami jeszcze zanim przyszło mi do głowy chorować. Mam leżeć, spać, odpoczywać, nie przemęczać się i leczyć się domowymi sposobami. To tyle. Gdyby za kilka dni było gorzej, to powinnam wziąć antybiotyk, ale najlepiej by było, gdybym to wszystko doleżała i kompletnie go sobie darowała. 
No to leżę. 
I strasznie się nudzę. 

Ale wracając: jeśli w pierwszym trymestrze kobieta czuła się, delikatnie mówiąc, średnio, to istnieje prawdopodobieństwo, że drugi trymestr będzie wybawieniem. Tak bardzo przywykłam do tego, że czuję się świetnie (jak nie w ciąży! I tylko pukanie od środka przypomina mi, że gdzieś tam urzęduje Kropek), że zaczynam się bać co będzie na ostatniej prostej. Mam zbyt dużo rzeczy do ogarnięcia przed porodem, żeby przyhamować na ostatnie 3 miesiące. Podobno trzeci trymestr to taki pierwszy, ale plus pięć punktów. 

W połowie ciąży już ewidentnie widać, że jesteś w ciąży. 
Mój brzuch, mam wrażenie, wybija się wyjątkowo na przód i w porównaniu do koleżanek, które są miesiąc dalej, wcale od nich nie odstaje. Co ciekawe, na ostatnim ważeniu okazało się, że praktycznie nie przybrałam na wadze. To też mnie trochę martwi, bo obawiam się, że jeszcze zdążę wszystko nadrobić. Nigdy nie byłam jakoś specjalnie szczupła, raczej kręciłam się w granicach bycia "normalną", i byłoby naprawdę super, gdyby ciąża nie zostawiła po sobie zbyt dużo. Znam siebie i wiem, że zanim moja motywacja do odchudzania w ogóle zaiskrzy, to trochę minie. I to trochę będzie naprawdę długie. 

Po tych kilku miesiącach powoli przyzwyczajam się do myśli, że zostaniemy rodzicami. Przestałam już nerwowo zaglądać do poradników dla ciężarnych, aby śledzić ciążę tydzień po tygodniu. Jedyne co, to zaglądam do aplikacji sprawdzić jak czysto teoretycznie miewa się maluch i czego mogę się spodziewać. Zwykle dolegliwości się sprawdzają, a poza tym fajnie sprawdzić, że Kropek właśnie dorobił się brwi, czy coś w tym stylu. 

Coraz częstsze i bardziej wyczuwalne ruchy szalenie mnie rozczulają, ale nie sądzę, żeby to był początek dziecio-kwiku. Mam wrażenie, że w dzieciowym temacie jestem kompletną ignorantką. Nie mam jeszcze nic, co można by zaliczyć do wyprawki, za wózkami na ulicy rozglądam się sporadycznie (a potem spisuję co fajniejsze na telefonie, żeby poczytać w sieci), nie siedzę na forach dla przyszłych mam i nie tresuję kota w przygotowaniu do przyjścia Kropka na świat. 

Wiem, że jeśli zacznę to sama sobie na głowę zawalę sufit i odpalę dzieciowy szał. Dlatego postanowiliśmy odłożyć ten temat do wczesnego lata, kiedy już zamknę pracę magisterską i kilka innych drobiazgów i będę mogła w pełni cieszyć się przygotowaniami i jednocześnie mentalnie przygotować się do porodu
Co i tak brzmi strasznie. 

Czy czuję się gotowa? Chyba tak. Przestałam być przerażona i czuję się tak, jakby to, że jestem w ciąży było najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Chyba o to chodzi w tych 9 miesiącach, żeby w końcu przywyknąć do świadomości, że będzie się mamą. 
No i jeszcze o to, żeby wyprodukować małego człowieka. 
(Przydałby mi się wprawdzie jeszcze jeden miesiąc ekstra, żeby pozamykać na wszystkie spusty niedokończone sprawy, ale absolutnie nie narzekam.) 

Wiecie co, my baby to jednak jesteśmy nieprzyzwoicie silne, tak sobie myślę. 


Wiem, że część z Was też jest teraz w ciąży: jak się czujecie? Co u Was?