środa, 23 lipca 2014

BlogoŚniadanie

Kiedy tylko mogę, zabieram pracę na zewnątrz. Kosmicznie brakuje mi balkonu, na którym mogłabym rozbić swój obóz i spędzać tam większość dnia. Dlatego, kiedy tylko okazuje się, że mogę zabrać tablet, notatnik i kilka długopisów na dwór pole, a komputer nie jest mi do czegokolwiek potrzebny to po prostu to robię. Łapię też wodę, jakieś owoce, drugie śniadanie i zaszywam się na pół dnia w parku (do którego nigdy nie mogę trafić za pierwszym razem i muszę chwilę pokrążyć po okolicy żeby doznać olśnienia). 


Dlatego, kiedy Justyna i Janek zaproponowali BlogoŚniadanie na trawie, z bijącym sercem otworzyłam kalendarz. Mam taki mały osobisty projekt, który polega na tym, żeby mimo wszystko wyrabiać się z pracą pięć dni w tygodniu i zostawiać sobie luźne weekendy. To była niedziela. Idealnie.  

poniedziałek, 21 lipca 2014

30 małych rzeczy - podsumowanie

Ostatnie wyzwanie polegało na tym, żeby nauczyć się dostrzegać w codzienności te drobiazgi, które sprawiają, że życie nie jest znowu takie do dupy. Zawsze miałam z tym problem, bo żyję zawieszona w przyszłości i jednocześnie analizuję przeszłość, więc ostatecznie nie ma tam nawet jednego centymetra kwadratowego na TU i TERAZ. 


piątek, 18 lipca 2014

2 tygodniowy system pracy - plusy i minusy

To już pół roku jak Pan Wysoki pracuje w 2 tygodniowym systemie pracy. Nie miałam zielonego pojęcia, że taki system w ogóle istnieje - dowiedziałam się dopiero w lutym. Początkowo nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić, no bo... dajcie spokój. Z każdego miesiąca widzimy się raptem dwa tygodnie. Dobrze, że razem mieszkamy, bo chyba nie widywalibyśmy się wcale. 

Sami rozumiecie, wizja dwutygodniowej rozłąki KAŻDEGO MIESIĄCA wydawała mi się nie do przełknięcia i przez pierwsze cztery takie akcje cierpieliśmy po równo. Starałam się za wszelką cenę znaleźć jakieś pozytywne strony tej sytuacji. 
Było ciężko, ale się udało. 



Nie mogę powiedzieć, że już przywykłam do tego, że wysyłam swojego faceta co drugą środę na drugi koniec Polski. W tym momencie staram się jedynie zaakceptować naszą nową rutynę, bo niestety nic z tym nie zrobię. Mogę jedynie przestać utrudniać nasze funkcjonowania i wycisnąć najwięcej jak tylko się da z czasu, w którym Pan Wysoki jest w domu. 

środa, 16 lipca 2014

Masz swój ulubiony kubek do kawy?

Jak co rano - i tym razem wyciągnęłam z szafki kubek i wsypałam do niego dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej (niestety, jeszcze nie dorobiłam się ekspresu czy choćby kawiarki*). Z zamkniętymi oczami nalałam wody do czajnika i przy okazji nadepnęłam Leonowi na ogon. 
Klasyka. 

Zdjęcie z wakacji 2012. 

Potem zalałam wrzątkiem brązowy proszek i wyciągnęłam z lodówki mleko. Dwie łyżeczki kawy, pół kubka wody i pół kubka mleka. Nawet w kawiarni biorę ten zestaw. No, czasem zdarza mi się zaszaleć i proszę jeszcze o kostki lodu. Totalnie nie dla mnie syropy smakowe, jakieś proszki, czy bita śmietana. Super-mleczna gorzka kawa. Największa jak tylko się da i koniecznie... w ulubionym kubku.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Krótki Poradnik Zakupowy: jak kupować oszczędnie

Zakupy. Kto ich nie lubi? Ręka do góry! Tak tak, mówiąc zakupy mam na myśli nie tylko wielogodzinne przemierzanie galerii handlowej za białymi trampkami, czy rundkę po papierniczym w poszukiwaniu "czegoś ładnego", ale też zwykłe codzienne wizyty w spożywczym. Tak, nawet po ciastka. 


I chociaż osobiście lubię zakupy (no dobra, kilka godzin w galerii potrafi mnie zmęczyć tak samo jak całonocna impreza) to wiem, że impulsywne kupowanie prowadzi do rujnowania mojego konta oszczędnościowego, a czasem też do tego, że pod koniec miesiąca z ulgą otwieramy zamrażalnik z nadzieją, że znajdzie się tam jakiś obiad. Poza tym, jak wiecie, jestem babą. A to zobowiązuje.