W ostatnim odcinku... #7

To niesamowite jak w ciągu miesiąca wszystko może się zmienić. 
Jeszcze kilka tygodniu temu zastanawiałam się na czym miałby polegać mój 2015 rok i w ciągu kolejnych dni zdążyłam opracować szczegółowy plan działania. Chciałam skupić się w pełni na sobie, mieć egoistyczne 12 miesięcy i w grudniu przyszłego roku z dumą powiedzieć, że udało mi się ten plan zrealizować. 


Chciałam mieć rok pod kontrolą. Taki, w którym zapanuję nad chaosem w moim życiu, nad moją nieregularną aktywnością fizyczną, średnio-zdrową dietą i wyglądem zewnętrznym. Chciałam zrobić całoroczne wyzwanie,z którego być może też moglibyście skorzystać. Planowałam schudnąć i wymodelować ciało. Już wybrałam siłownie i zajęcia taneczne, obiecałam sobie, że w ciągu roku wyklaruje się moja sytuacja zawodowa i uregulują się finanse. I, że ekspresem napiszę magisterkę, żeby potem móc pracować z wolną głową nad moją nową powieścią. 

Czułam, że jeśli w moim życiu nie wydarzy się coś dużego, coś co wywróci wszystko do góry nogami, to oszaleję. Nie sądziłam, że cokolwiek mogłoby się zadziać, wiec postanowiłam całą swoją energię przeznaczyć na działanie w jednym kierunku. Dlatego znalazłam sobie cel, rozpisałam go na czynniki pierwsze i... wszystko diabli wzięli

Mówi się, że jeśli czegoś się naprawdę pragnie, to prędzej czy później staje się to rzeczywistością. Najwyraźniej częściej niż mi się wydawało prosiłam o przejażdżkę kolejką roller coaster. Od kilku miesięcy budziłam się ze świadomością, że jeśli coś się nie zmieni to dostanę szału, a potem przy kawie zastanawiałam się czy to tylko cisza przed burzą, czy może po prostu z zasady życie w wieku 23 lat jest takie nudne i mało porywające. 

No to teraz mam.  

Naprawdę, chciałabym Wam o tym napisać, ale wszystko ma swoją kolej. Już zabierałam się do tego milion razy, ale ciągle czułam, że jest za wcześnie. Jeszcze chwila, jeszcze momencik... 

W każdym razie, mój rok 2015 będzie wyglądał jak huragan. 
Jestem przerażona ale i podekscytowana. Właściwie to szczęśliwa. 

No dobra, boję się. Naprawdę bardzo się boję. 

Baza do zupy krem - PRZEPIS

Zupa krem to najłatwiejsza i najprzyjemniejsza rzecz w kuchni.

I mówię to ja - ta, która w kuchni zdecydowanie woli piec, a zupy to ostatnia rzecz, której się tykała jeszcze kilka miesięcy temu. A okazało się, że wystarczy zrobić ekspresową bazę pod zupę, dodać wybrany składnik, a potem zmiksować całość. Ta-dam!


(Na zdjęciu: krem dyniowy)

Jeśli więc zupy kremy są dla Was czarną magią to przybywam z pomocą! Zdradzę Wam przepis na niezawodną bazę do zup. Pewnie nie odkryłam ameryki, ale co tam. Może ktoś jeszcze błądzi po kremowych zupach i nie ma pojęcia z której strony to ugryźć..? 

Wszystkie zupy gotuję na kostkach rosołowych. Wiem, wiem, powinni mnie za to zamknąć, ale niestety w tej kwestii jestem jeszcze kompletnym laikiem i niestety wszystkie zupy gotowane bez dodatku glutaminianu sodu są w moim przypadku niewypałem. Jeśli macie jakiś sekretny składnik, który zastąpi kostki rosołowe, to koniecznie dajcie mi znać! Chętnie poprawię to i owo, tym bardziej, że staram się zwracać teraz szczególną uwagę na to co jem. 

Robię wywar z kostek rosołowych i warzyw. Próbowałam robić zupy jednoskładnikowe, ale smakują dużo lepiej, kiedy w środku znajdzie się jeszcze kilka innych warzyw ekstra. Dlatego do kostki rosołowej dorzucam marchewkę, pietruszkę i seler. Czasem dorzucam jedno skrzydełko z kurczaka i robię lekki rosół, jeśli ma być to coś bardziej treściwego, ale nie jest to punkt obowiązkowy. Oczywiście im więcej warzyw tym lepiej, ale już symboliczna marchewka i symboliczna pietruszka robią robotę. 

Sekretnym składnikiem bazy pod zupę krem jest... ziemniak. Nie wymyśliłam tego sama, zostałam oświecona. Ziemniak sprawia, że zupa jest bardziej kremowa. I nie, odpowiadając na Wasze pytania, nie czuć go. Drugi sekretny składnik to czosnek - wyciskam ząbek albo dwa do ugotowanego wywaru, w chwili, kiedy dorzucam bazowe warzywo do zupy. 

Ale od początku. 
Obieram warzywa (marchewka, pietruszka, kawałek selera, przynajmniej po jednej sztuce), zalewam zimną wodą. Dorzucam kostki rosołowe ( jedną na pół litra wody) i obranego ziemniaka. Gotuję całość do momentu, aż warzywa zmiękną. Wtedy dorzucam czosnek przeciśnięty przez praskę i warzywo bazowe
Najczęściej gotuję brokułową, dyniową, porową, marchewkową, czy pieczarkową.

Warzywa kroję i dorzucam do gotującego się na małym ogniu wywaru. Kiedy zmiękną, wyłączam zupę i wyciągam narzędzie mocy - blender ręczny. (Edit: jeśli gotuję zupę na skrzydełku kurczaka, to skrzydełka nie miksuję, żeby była jasność). 

Niestety nie mam miarki w oczach i nigdy nie wiem czy wywaru nie jest za dużo (i krem będzie mało "kremowy"), dlatego zanim zabiorę się do miksowania odlewam dwie, trzy szklanki bulionu. Potem blenduję zawartość garnka i sprawdzam konsystencję. Kiedy zupa jest zbyt gęsta - dolewam bulionu. 

Zupę-krem doprawiam dopiero po tym, jak już stanie się kremem. Pieprzem, ziołami, chili...

Krem podaję z grzankami, świeżą bagietką albo groszkiem ptysiowym. Dobrze też smakuje z ryżem czy kaszą jaglaną. 

To chyba będzie wszystko, smacznego! 


Jakie są Wasze ulubione zupy-kremy? Macie swoje tajne składniki? 

Prezenty Świąteczne - krótki poradnik kupowania

Co roku obiecuję sobie, że tym razem wezmę się za prezenty świąteczne wcześniej. "Wcześniej" oznacza mniej więcej tyle przed godziną zero, żeby nie musieć biegać z wywieszonym językiem i przepychać łokciami między chorymi na świąteczną gorączkę. 

W tym roku zanotowałam w kalendarzu, że od października rozglądam się za prezentami, a już kilka miesięcy wcześniej zapisałam sobie mniej więcej, co i komu chciałabym dać. Zazwyczaj wynikało to ze zwykłej rozmowy, nawet nie musiałam jakoś specjalnie bardzo naciskać.

I tak teraz, w okolicach połowy listopada mam już skompletowane prawie wszystkie prezenty i nawet udało nam się kupić ozdoby choinkowe na naszą pierwszą, wspólną choinkę. Cóż, plastik i drewno, ze względu na ciekawe właściwości naszego Białego Futra. Nie wiem jak to się dzieje, ale wszystko co tylko można stłuc, prędzej czy później zostanie potłuczone.



Czy straciłam świąteczną atmosferę? Absolutnie nie. Mam wrażenie, że będę czuła ją bardziej i intensywniej właśnie z tego względu, że nie będę musiała biegać po sklepach i głowić się co kupić, co zrobić, a może co przerobić. Będę mogła po prostu cieszyć się świętami. 

(W ogóle, grudzień w tym roku zapowiada się ekstra. Nawet nie czuję tego burego listopada, żyję już świętami, spotkaniami rodzinnymi i dobrymi nowinami. Jest niewiarygodnie SUPER i chociaż nie powiedziałam tego od kilku dobrych miesięcy to teraz z czystym sumieniem mogę stwierdzić: jestem szczęśliwa. Stop, stop, o tym innym razem, wróćmy do tematu.)

Piszę Wam o tym teraz, bo jest jeszcze na tyle wcześnie, żeby uniknąć przedświątecznej wojny sklepowej i dostać przesyłki na czas. Tak właśnie, przesyłki na czas. W tym roku postanowiłam kupować prezenty prosto z mojego biurka i powiem Wam, że nie wiem jak to się stało, że nie wpadłam na to wcześniej. Cudowna moc internetu. 



Lista rzeczy, które obdarowywana osoba chciałaby dostać. Zwłaszcza w ostatnich miesiącach wytężam słuch, żeby dowiedzieć się czego konkretnie potrzebuje dana osoba, albo czego nie potrzebuje, ale nie obraziłaby się, gdyby dostała to w prezencie. Potem spisuję i szukam konkretów, zamiast przedzierać się przez "hm... całkiem fajne rzeczy, e... do czego to służy"? 


Kieruję się zasadą, że prezent ma się przydać. Bibeloty sprawdzają się tylko w momencie, kiedy Wasza zagraniczna kuzynka zbiera porcelanowe kaczki i stawia je wszędzie tam, gdzie tylko znajdzie skrawek wolnego terenu. Wtedy tak, bez wahania możecie pozwolić sobie na porcelanową kaczkę. 
Lubię prezenty, które są przeżyciami i sama chętnie takie sprawiam (no i oczywiście, z wielką radością takie dostaję). Dla przykładu: można takie znaleźć tutaj, albo na "Gruponach" i Gruponopodobnych stronach.


Promocje. Pomyśleliście o tym, że mając do dyspozycji spokojny miesiąc, dwa, a nawet trzy, można z łatwością zapolować na promocje? Dzięki temu jest szansa, że prezent będzie większy, że zmieści się w budżecie, albo, że dokupicie coś ekstra. Teraz, na przykład, można zaczepić się na ostatnie tchnienie Rossmannowej promocji 1+1 i dzięki temu skompletować fajny zestaw kosmetyków na prezent.
Do śledzenia promocji na pewno przyda Wam się aplikacja, o której pisałam w tym poście. Odpalacie i czekają  na Was najświeższe gazetki promocyjne z najpopularniejszych sklepów.  


 Zniżki. To mój ulubiony punkt. Zawsze jak zamawiam coś ze sklepu internetowego (wszystko jedno czy chodzi o oleje do włosów, karmę dla Kota czy książki) to sprawdzam, czy nie ma w sieci kodów zniżkowych. W tym celu wchodzę tutaj i wystukuję nazwę sklepu, w którym akurat robię zakupy. W 90% przypadków udaje mi się znaleźć mniejszą albo większą zniżkę na zakupy. I o to chodzi! 

Usłyszałam gdzieś, że w prezentach najważniejsze jest opakowanie. Nie wiem czy się zgadzacie z tym stwierdzeniem, ale musicie przyznać, że pięknie zapakowany prezent to plus 20 do radości z rozpakowywania. Ostatnio moim faworytem jest najzwyklejszy szary papier (kupicie go na poczcie, albo w papierniczym). Można z niego wyczarować cuda! Wystarczy dorzucić wstążkę, doczepić szyszkę i kawałek świerku i prezent jest pięknie opakowany przy naprawdę niewielkich nakładach czasowych i finansowych.

To kolejny punkt, który TRZEBA celebrować przed świętami. I włącza się on oczywiście do ostatniej porady w tym temacie, a mianowicie...


Pakowanie prezentów. Przyłóżcie się! Aby stworzyć coś kreatywnego wcale nie trzeba całego dnia. Traktuję pakowanie prezentów jako część prezentu i uważam, że opakowanie powinno być tak samo piękne (albo i piękniejsze!) od zawartości. Kilka inspiracji: tablica 1, tablica 2.



A ja w tym tygodniu zabieram się za pieczenie pierniczków. Nigdy nie jest z wcześnie na korzenne ciastka, prawda? 

RCZ: Triki Perfekcyjnej Pani Domu

Czyli milion pomysłów na zorganizowany dom. 

Właściwie to powinnam już dzierżyć w dłoni berło Perfekcyjnej Pani Domu, a na głowie nosić diadem, na wypadek, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości. Bo Panią Domu jestem już od dobrych 9 miesięcy i owszem, na pewno ogarniam to wszystko znacznie sprawniej niż jeszcze kilka miesięcy temu i na pewno zajmuje mi to znacznie mniej czasu i wiele rzeczy jestem w stanie przewidzieć. 

Słuchajcie, zdarza mi się robić dwudaniowe obiady - gotowanie zup postawiłam sobie jako wyzwanie na rok 2014. Z całą pewnością jestem w tym lepsza niż Nadine pół roku temu.

I chociażby za to należy mi się berło.


Tyle, że zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy można robić na skróty zamiast jechać naokoło. Muszą przecież istnieć triki i sposoby, które mogą zrewolucjonizować życie klasycznej kury domowej.

Zapytałam cztery blogerki, które od pewnego czasu są Paniami Swojego Domu o ich magiczne sposoby na organizację i funkcjonowanie jednostek w domu. Są mniej więcej w moim wieku. Takie tam 20 plus - czyli jest nadzieja!



Perfekcyjna Pani Domu – pięknie brzmi. Ale jedyne z czym mi się to kojarzy to z lataniem w białej rękawiczce po domu, a większość ludzi, których znam tego nie robi.

Jestem „Panią” dużego domu. I z góry przekreśliłam słowo perfekcyjna przyznając się sama przed sobą, że w obecnym trybie nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego bez pomocy lub nie zarywając całego dnia. Kluczem do ogarnięcia całej chałupy było zaangażowanie innych, czyli krótko mówiąc podział obowiązków pomiędzy mnie a męża, działający mniej więcej na zasadzie – kto pierwszy ten lepszy. Wspaniale działa! Skraca czas WSZYSTKIEGO co się robi, odciąża nawet w drobnych sprawach i mobilizuje do porządku i pracy. Podaję trzy pierwsze pozycje z listy wiszącej na wewnętrznej stronie drzwiczek od szafy:

Później wstajesz z łóżka? – Ty je będziesz składać.
Zostawiłeś porozrzucane ubrania? – będziesz wieszać pranie.
Nie robiłeś jedzenia? – To będziesz zmywać.

Samiec się wyuczył i jakoś tak łatwiej się żyje i nigdy nie ma spięć o to co i kto ma zrobić, bo… są zasady. Teraz są na kartce, ale myślę, że wyuczone zachowania zostaną na dłużej.

Co do zwykłych trików, chciałam wspomnieć taki który działa na najbardziej irytujące mnie zjawisko w kuchni – wszechobecne muszki owocowe!
Po pierwsze – posprzątać wszystkie owoce i warzywa, w których muszki znalazły sobie raj.
Po drugie – nalać do szklanki trochę octu jabłkowego (ja mam zawsze do płukania włosów. Podobno wino również się sprawdza ) i zmieszać to z niewielką ilością płynu do mycia naczyń. Przykryć folią spożywczą i po nakłuwać dziurki. Odstawić na noc i tak oto rano stajemy się świadkiem upadku cywilizacji muszek w naszej kuchni.

Jeśli zaś chodzi o pielęgnację mebli – zamiast drogich wosków używam najzwyklejszych olejków w minimalnych ilościach… Działa, ładnie pachnie i świeci się jak po nałożeniu wosku do mebli.
Pozdrawiam z tak bardzo NIE-perfekcyjnego pokoju!



Korzystam z kilku babcinych rad - takich, po których usłyszeniu człowiek ma ochotę postukać się w czoło, a potem próbuje i stwierdza: "Magia!". Zdarza mi się używać gazet do polerowania umytych okien. Początkowo traktowałam tę radę jako kiepski żart, ale to rzeczywiście działa. Do czyszczenia luster używam roztworu wodno-octowego - lepsze niż jakikolwiek sklepowy "psikacz".

W kuchni z kolei zawsze pamiętam o tym, by stawiać gąbkę do zmywania pionowo. Dzięki temu nie jest cały czas mokra i nie mnoży się na niej tak wiele bakterii. Od niedawna mam też sposób na wilgotniejące przyprawy - dorzucam do nich kilka ziarenek ryżu. Ścieranie kurzu z kolei najlepiej wychodzi mi przy pomocy skarpet, których druga połówka zaginęła gdzieś pomiędzy pralką a komodą, w niewyjaśnionych okolicznościach. Kurz najwyraźniej bardzo się z nimi lubi, bo ostro ich do siebie ciągnie.



1. Ogarnianie kuchni podczas gotowania. Kiedy gotuję obiad i mam chwilę przerwy między przygotowaniem kolejnych składników albo gdy całość już się pichci, zmywam, wycieram blaty, czy porządkuję jedną szafkę.

2. Codzienne robię poranny lub wieczorny spacer po domu, który pozwoli uprzątnąć mieszkanie i wprowadzić wrażenie porządku. Zbieram kubki, z których piliśmy wieczorem, poprawiam poduszki, odkładam drobne rzeczy na miejsce.

3. Zasada 2 minut metodą na szybkie porządki. Jeśli coś mi się zabrudzi a sprzątniecie tej rzeczy zajmie mi mniej niż dwie minuty, robię to od razu, np. wycieram płynne plamy. Gdyby zaschły usunięcie ich zajęłoby mi znaczenie więcej czasu.

4. Najlepszym domowym sprzymierzeńcem jest ocet. Połowę wszystkich domowych zabrudzeń da się wyczyścić octem. Absolutny must have, jeśli chodzi o usuwanie kamienia.

5. Kulka zrobiona z folii aluminiowej zamiast ostrych i szorstkich myjek. Czyszczenie nią daje lepsze efekty, ale nie rysuje zabrudzonej powierzchni. Idealna do czyszczenia czajnika i grilla.

6. Kilka kropli oliwy z oliwek naniesionej na sprzęt ze stali nierdzewnej nada im piękny połysk.

7. Włożony do odkurzacza płatek kosmetyczny nasączony kilkoma kroplami ulubionego olejku zapachowego spowoduje, że podczas odkurzania dom wypełni się świeżym i przyjemnym zapachem.

8. Szykowanie ubrań dzień wcześniej. Gwarantuje to więcej czasu o poranku i brak frustracji, że coś jest nieuprasowane czy nie mam się w co ubrać.

9. Kilka kropli olejku zapachowego dodane do wody do prasowania zagwarantuje piękny zapach ubrań, a dodatkowo rozniesie się on po całym mieszkaniu.

10. Suszarka do włosów najlepszym sprzętem do odklejania cen i etykiet. Wystarczy chwilę podgrzać, a etykieta odejdzie nie zostawiając śladu kleju.


Agnieszka z Tu Teraz

Przez długi czas (głównie czas studiów) zupełnie nie przywiązywałam wagi do sprzątania, wyglądu mieszkania, ozdób i tym podobnych. Mieszkaliśmy z Narzeczonym w starym mieszkaniu, które po sprzątaniu wyglądało identycznie jak przed, więc nie za bardzo poczuwałam się do bycia "perfekcyjną panią domu". Ten stan zmienił się po przeprowadzeniu do nowego mieszkania. Naszego pierwszego wspólnego mieszkania, o które trzeba było zacząć dbać. Wtedy nastąpił przełom, bo jak tu przestawić się z okazyjnego odkurzania do trzymania porządku przez cały czas?

Musiałam się szybko zaadoptować do nowej sytuacji. Oto jak sobie poradziłam:



Jeżeli chodzi o sprzątanie:

Przede wszystkim najlepiej wyznaczyć sobie jeden dzień w tygodniu, w którym sprzątamy. Łatwiej jest się wtedy zmobilizować i przede wszystkim zamiast sprzątania "bo jest brudno" (co łatwo odłożyć w czasie), sprzątamy bo jest to wpisane w plan dnia. A dla kogoś kto ma dzień dokładnie zaplanowany (czyt. ja) to jest kolejny punkt do odhaczenia na liście. W tym dniu odkurzamy, myjemy łazienkę i kuchnię. A no i oczywiście dzielimy te obowiązki między domowników, wtedy jest szybciej i nie zmęczymy się tak bardzo.

Po drugie: jeżeli czas na to pozwala (zwłaszcza w weekendy) to...zapraszamy gości. Chociażby na chwilę, ale wtedy jest mobilizacja, żeby oprócz ogólnego porządku jeszcze poprawić te poduszki na kanapie, czy sprzątnąć papiery potrzebne do pracy, które leżą porozwalane po całym domu w różnych dziwnych miejscach.

To są moje sposoby na utrzymanie porządku w domu (tak, perfekcyjna pani domu musi się zmuszać do sprzątania, zazdroszczę tym, które po prostu lubią to robić)


Sposoby na przytulne i robiące wrażenie na gościach wnętrze:
Niezależnie od stylu w jakim urządzony jest dom, mebli, koloru ścian, mam kilka sprawdzonych rad:

Staram się, żeby dom nie wyglądał smuto i "sterylnie", więc u mnie zawsze jest dużo kwiatów. Różnica jest nieporównywalna. Wnętrze z kwiatami po prostu jest radosne. Goście często to zauważają, mówią o tym i zapada im to w pamięć. Moja rada jest taka: jeżeli chcesz, by twój dom zrobił na gościach duże wrażenie - zaprzyjaźnij się z kwiatami. Tymi doniczkowymi, a i cięte w wazonie dadzą radę.

Na pozytywny odbiór wnętrza wpływają też ozdoby. Ja na przykład sama zaprojektowałam, wydrukowałam i oprawiłam plakaty z różnymi napisami. Polecam to wszystkim. Idealne sposób na spersonalizowanie pokoju/mieszkania. Kiedy rozglądam się po domu widzę cytaty i słowa, które z jakiegoś konkretnego powodu wybrałam. Ta opcja jest tańsza i wg. mnie dużo lepsza niż kupowanie gotowców. Warto pobawić się w małe DIY.

Ramki ze zdjęciami to dla mnie coś, bez czego nie może się obyć żadna ściana/komoda. Miło jest zawsze popatrzeć na zdjęcia z wakacji czy ważnych wydarzeń. Zwłaszcza w ponury jesienny dzień, jakich teraz wiele. Ramki pozytywnie też wpływają na odbiór mieszkania przez naszych gości.

Jeżeli chodzi o kuchnię i posiłki....
Jeszcze niedawno nie planowaliśmy na zapas obiadów. W związku z tym wyglądało to tak, że w środku dnia, kiedy zaburczało w brzuchu zaczynaliśmy się zastanawiać co by tu zjeść, a ze względu na późną godzinę i rozleniwienie, bardzo często kończyło się na zamawianiu czegoś gotowego, co było i niezbyt zdrowe i dawało w kość portfelowi.

W końcu powiedziałam temu stop i wprowadziłam nowy system. Duże zakupy raz w tygodniu. Na liście oczywiście składniki na obiady na cały tydzień. Następnie powstaje lista obiadowa na cały tydzień. Mięso żeby nie straciło świeżości przez te parę dni wkładamy do zamrażarki, a każdego dnia rano przed wyjściem z domu wykładamy potrzebne składniki do rozmrożenia. Tym sposobem po powrocie do domu (albo po prostu w porze obiadowej, jeżeli pracujemy w domu) mamy uszykowane składniki, gotowe do przyrządzenia. W planie dnia mam uwzględniony czas na przygotowanie i zjedzenie obiadu, więc nie denerwuje się, że o tej godzinie miałam robić już coś innego,a stoję przy garach (o matko, ależ ja jestem zorganizowana!).

Jeszcze jednym patentem, niby oczywistym i łatwym, ale trochę czasu mi zajęło zanim to ogarnęłam jest kupowanie chleba w większej ilości i mrożenie go. Po latach znalazłam w dużym mieście piekarnię, w której mają dobry chleb, ale nie zawsze jest do niej po drodze. A jak chlebak świeci pustkami to zostaje marketowa alternatywa, która ma skład dłuższy niż akty notarialne, a do tego smakuje strasznie. Więc zawsze będąc obok piekarni kupuje więcej chleba, potem wkładam go do zamrażarki i przez kilka dobrych dni mamy dobry i świeży chleb na śniadanie.

Jeszcze jeden przydatny trik dotyczący mrożenia jedzenia. Kiedy zostaje mi czegoś (np. mięsa), resztę wkładam do pojemnika a na wierzchu naklejam kartkę z datą. Dzięki temu mam pewność, że kiedy jakimś cudem mięso przeleżakuje niezauważone na dnie zamrażarki zbyt długo, to nie potrujemy się próbując je jeszcze zjeść.

Trik zapachowy do lodówki: kawa pochłania zapachy, więc wykładam garść ziaren kawy na małą miseczkę i wkładam do lodówki. Przykry zapach zniwelowany. Wymieniać najlepiej co około miesiąc.

A no i najważniejszy trik dotyczący prasowania! Bez niego się nie obejdzie żadna Pani Domu. Mianowicie: za prasowanie całych stert ubrań odpowiedzialny jest zawsze pan domu. Kropka!


Moje triki? 

Zawsze jak porywam się na robienie ciasta na pizzę - robię od razu pięć, sześć porcji i to co mam w nadmiarze formuję w kulki i delikatnie smaruję oliwą. Owijam w woreczek i do zamrażalnika. Tym sposobem na najbliższy miesiąc mam ekspresową pełnoziarnistą pizzę na kolację - wystarczy rozmrozić, wylepić ciasto na blaszce i dać mu chwilę, aby wyrosło.
Acha, w ogóle, wiecie, że drożdże, które zostaną Wam w lodówce można z powodzeniem mrozić? Czy jestem ostatnią osobą na ziemi, która tego nie wiedziała?

Kiedy piorę ręczniki, ścierki kuchenne albo pościel, do szufladki z proszkiem dodaję kilka kropli olejku z drzewa herbacianego. Jestem przekonana, że gdzieś już o tym czytałam, ale nie mam zielonego pojęcia gdzie! Ma to działanie antybakteryjne i robi jeszcze coś... otóż pralka, którą dostaliśmy jako wyposażenie mieszkania rujnowała mi każde pranie. Choćbym nie wiem jakich płynów pachnących używała to wszystko śmierdziało mokrym szczurem. Octowałam, używałam wszystkich możliwych sposobów, żeby pozbyć się - jeśli dobrze myślę - grzyba, ale dopiero pranie z olejkiem z drzewa herbacianego, dwa razy w tygodniu, zabiło dziada.

Poza tym, wielozadaniowość. Zazwyczaj dobrze jest się skupić na jednej rzeczy (na przykład w pracy), ale przy obowiązkach domowych stosuję zaawansowany multitasking: Prasując oglądam seriale albo odcinki programów na tvn player. Kiedy teraz to do Was piszę, robię przy okazji pedicure. I robię je też zazwyczaj wtedy, kiedy kupuję kocią karmę i comiesięczne zakupy. A robię to przez internet. 


Jeśli dobrnęliście do końca, to gratuluję!
Teraz Wasza kolej, żeby podzielić się Domowym Trikiem. Może jest coś, co ułatwi życie innym młodym kurom domowym?

Bez obrazy, kury są przecież w porządku.