Foto-wyzwanie: Edycja Świąteczna

Ciągle obiecuję sobie, że częściej będę wyciągać aparat. Póki co udaje mi się robić zdjęcia tylko do blogowych wpisów i czasem, jak już sobie przypomnę, zabieram sprzęt na dłuższe i krótsze wyprawy z Wysokim. 


Chciałabym robić więcej zdjęć. Niby obiecałam sobie coś takiego na początku tego roku, ale najwyraźniej słowo "więcej" nie działa na mnie wystarczająco obrazowo. Owszem - aparat wyciągałam w tym roku zdecydowanie częściej niż w ostatnich latach, ale nie po to co trzeba. 

Pomyślałam sobie, że w przyszłym roku może zacznę brać udział w popularnych ostatnio foto-wyzwaniach, żeby skompletować zdjęcia z całego roku, albo może sama zacznę podobne robić? Zaraz, zaraz... dlaczego mam czekać do Nowego Roku? 
Zrobimy rozgrzewkę! 

W okresie Świąt i rodzinnych nie-Świąt to zazwyczaj ja jestem głównym fotografem. Zauważyłam, że coraz częściej "bateria mi się wyczerpuje" i "ups, zapomniałam obiektywu" i tak dalej, bo czuję się zirytowana faktem, że nie mogę brać udziału w imprezie, tylko muszę uwiecznić każdego z osobna, każdego z każdym i bla, bla, bla. 

Myślałam sobie mniej więcej tak: no świetnie, zawsze to JA robię zdjęcia i naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio siebie widziałam na jakimkolwiek. Już nie o to chodzi, że lubię być na zdjęciach - bo nie lubię. Tylko miło by było za dziesięć lat zobaczyć swoje odrosty z 2014 roku. Podświadomie się z tym gryzłam, aż w końcu imprezy rodzinne przestały być uwieczniane na zdjęciach. Smutne, prawda? 

Stwierdziłam, że muszę z tym powalczyć i zacząć przede wszystkim od zmiany myślenia. Jeśli chcę robić więcej zdjęć i upamiętniać wszystkie większe/mniejsze okazje i te okazje bez okazji, to muszę sama się za to zabrać. 

I zdjęcia Kota to wcale nie są zdjęcia do albumu rodzinnego, mimo, że akurat Leo jest tu najbardziej fotogeniczny. Jasne? 

Dlatego też w 2015 roku zobaczycie tu krótsze, dłuższe i średniej długości foto-wyzwania z dedykacją dla tych, którzy chcą zapełnić album rodzinny. Będą żelazne zasady i reguły do naginania, albo całkowity brak reguł. Chodzi tylko o to, żeby robić więcej zdjęć! 

Więcej zdjęć. 
Dużo więcej zdjęć. 


Zaczynamy rozgrzewką: przed nami świąteczny tydzień, rodzinne spotkania i masa okazji do tego, żeby robić zdjęcia. Dlatego chuchnijcie na obiektyw, przetrzyjcie go swetrem i działamy!

Po tym tygodniu wybiorę 7 (moim skromnych zdaniem) najfajniejszych zdjęć i wrzucę w osobnym poście. Jeśli macie ochotę dołączyć do Świątecznego pykania zdjęć to koniecznie tagujcie go #fotoweekBMBM. Chętnie przyjrzę się temu co tam robicie! 

I jak przy każdym wyzwaniu, podrzucam czadową grafikę (zespół grafików serdecznie pozdrawia), którą możecie ściągać, wrzucać i przerzucać do woli. U mnie siedzi ona w słupku po prawej stronie - jako aktualny projekt i jednocześnie odnośnik do tego wpisu. 


START: 22.12
META: 28.12

PS: To zdjęcie, które widzicie na górze (tak jak inne z tej samej serii w postach poniżej) pochodzi z 2010 roku... Ups. 

- BYM

Potrzebuję wolnego, samotnego wieczoru. 

Odpaliłabym choinkę, zaparzyłabym liściastą czarną herbatę z czekoladą i pomarańczami. Założyłabym podomowy outfit, czyli leginsy i wygodną koszulkę i zapaliłabym wosk o zapachu świątecznym. Przydałoby się też włączyć cichutko świąteczne przeboje, a co mi tam. 

Jestem tylko ja, piękny zapach, zero zobowiązań i herbata. Wyciągnęłabym kilka czystych kartek papieru, moje naklejki, zakreślacze, długopisy i kolorowe cienkopisy. Karteczki i zakładki. To byłby ten moment w którym mogłabym wylać z siebie calutki poprzedni rok i zaplanować wszystko to, co chcę zrobić przez kolejne 12 miesięcy. 


A jest tego sporo: 
- Zaczynając od tego, że koniecznie chcę ekspresowo napisać pracę magisterską... Mam dosyć męczenia się z pracą dyplomową przez cale wakacje (z resztą, w wakacje będę myślała już zupełnie o czymś innym) tak jak (niestety!) zrobiłam to z pracą licencjacką. Po drodze chciałabym bezstresowo zaliczyć rok i mieć studia po prostu z głowy. Kto wie, może za jakiś czas zatęsknię i będę chciała wrócić na uczelnię? 

- Druga sprawa to ślub - ten akurat odbędzie się w pierwszej połowie przyszłego roku i będzie to raczej ŚlubEkspress niż jakaś większa uroczystość. To akurat temat na osobny wpis. W każdym razie, będę miała głowę zajętą tym tematem od stycznia. Myślicie, ze w dwa miesiące zorganizuje się fajną uroczystość? Cóż, zobaczymy. 

- Dalej - ustabilizować finanse. Ciągle bawi mnie mój nieregularny przypływ gotówki, ale w ostatnich dniach dowiedziałam się, że sytuacja powinna się ustabilizować już od przyszłego miesiąca. Trzymam za to mocno kciuki, bo fajnie by było zadbać o jakąś regularność w tym temacie. W końcu.

- Co my tam jeszcze mamy? Ach, no tak. Priorytetem będzie stworzenie sensownego planu ogarniania domu. Przez ostatnie miesiące wspólnego mieszkania zdecydowanie podciągnęłam się jako Pani Domu. Początki były koszmarne, przyznaję się do tego bez bicia. Teraz idzie mi całkiem nieźle, tylko fajnie by było jeszcze w tym wszystkim odnaleźć siebie i czas na odpoczynek. Muszę się mentalnie przygotować, bo już niedługo na mojej głowie będzie trochę więcej obowiązków niż PW przez dwa tygodnie w miesiącu i kot. I wiem, że jak nie zrobię tego teraz, to potem będzie tylko trudniej. 

- No i czas, a właściwie kiepska organizacja czasu. Na pewno przyda mi się tutaj systematyczność i stos żelaznych zasad. 

Pomyślicie sobie pewnie: Ej, Nadine, ale ty chyba miałaś nad tym pracować w tym roku?  (to znaczy, oprócz magisterki?). 

No tak i miałam naprawdę dobrą rozgrzewkę*, ale teraz już nie ma żartów. Trzeba wziąć się w garść, wstać, otrzepać falbany, poprawić kucyki i podbijać świat. 
Muszę zrobić w swoim życiu miejsce na huragan i inne trzęsienia ziemi. 


* Nie macie pojęcia ile nauczyłam się w tym roku! To było bardzo pouczające 12 miesięcy, cała masa eksperymentów i wyzwań. Udało mi się nauczyć wielu rzeczy i tak samo, z wielu zrezygnować. Na pewno stałam się lepsza. Ale wiem też, że mogę być jeszcze lepsza



Dlatego chciałabym mieć wolny, samotny wieczór dla siebie. Żeby oczyścić głowę i rozrysować plany. Stawić czoła wyzwaniom i pogodzić się z porażkami. Żeby uświadomić sobie, że to będzie trudny, pracowity i bardzo, ale to bardzo ważny rok w moim życiu. Chyba najważniejszy od 23 lat. 

Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wyciągnąć kilka godzin jeszcze w tym miesiącu. 

Grudniowa lista życzeń

Grudzień to mój najbardziej prezentowy miesiąc. 

Przewijają się mikołajki, potem prezenty gwiazdkowe, a na końcu mam urodziny. Chociaż, podejrzewam, wyszłabym dużo lepiej na tym, gdybym urodziła się w innym miesiącu. Z resztą, o wadach i zaletach urodzin w okolicach Świąt napiszę Wam innym razem. 



Tak się też składa, że wraz z końcem roku moje potrzeby osiągają swój punkt kulminacyjny. Nagle okazuje się, że bez tych rzeczy nie mogę się najzwyczajniej w świecie obejść. Chociaż oczywiście zdecydowana większość z nich to typowe zachciewajki i pewnie gdybym nie wiedziała o ich istnieniu to nawet nie odczuwałabym potrzeby posiadania. 

Ale wiecie, jestem babą. Baby dużo chcą i to najlepiej na już. 

Dlatego poniżej przedstawiam Wam listę rzeczy, które super byłoby przygarnąć w najbliższym czasie. 



Książki: Perfekcyjna Pani Domu i Perfekcyjny Rok z Perfekcyjną Panią Domu. Odcinki PPD towarzyszą mi za każdym razem, kiedy wyciągam deskę do prasowania. Ma ona w sobie coś takiego (Małgosia, nie deska), że aż chce się odpalić żelazko. Niestety skończył się właśnie kolejny sezon, więc w najbliższym czasie będziemy chodzić w pomiętych ciuchach. No sorry. Liczę na wsparcie w postaci książek. 

Portfel: Jest takie powiedzenie - portfeli, piżam i kapci nigdy za wiele. Powiedziała to chyba jakaś Nadine, ale nie pamiętam z nazwiska. W każdym razie, wzięłam to sobie do serca. Uwielbiam portfele. Wymieniam je średnio raz na rok, półtora roku i za każdym razem mają być duże, śliczne i mieć masę miejsca na pierdoły. Bo tak, pierdoły też uwielbiam. 

Piżamy: Idąc tropem powyższej zasady, regularnie dokupuję lub dostaję nową piżamę. Co roku. Musi mieć długie spodnie. I fajnie, jeśli ma długi rękaw, bo jestem zwierzątkiem ciepłolubnym. No i przy tym musi być naprawdę ładna. Nie martwcie się – za każdym razem kiedy dociera do mnie nowy egzemplarz, ta najbardziej wyeksploatowana się ze mną żegna. 

Kapcie i szlafrok: to już tak do kompletu z piżamą, bo obie te rzeczy są co najmniej mocno wysłużone. Przydałby mi się mięciutki i puchaty prześliczny szlafrok, w którym dla odmiany – nie wyglądałabym jak poranny Yeti. Plus kapcie.

Nowa „piątka” i róż do policzków z Inglota: moja ulubiona piątka cieni, których używam dzień w dzień ma dobre 3 lata i niewiele już tam zostało. Przydałby mi się kolejny komplet, dzięki któremu mogłabym stworzyć i makijaż dzienny i wieczorowy. Dobrze by było, gdyby nowa piątka współpracowała ze starą. No i róż! Nie używam różu, bo... go nie mam! No dobrze, mam, ale jest to kiepski róż treningowy za kilka złotych, który nie robi nic oprócz krzywdy. Marzy mi się ciepła brzoskwinia albo zimny róż z Inglota. 

Lusterko: Leon bardzo dzielnie się trzymał i przez prawie rok nie stłukł właściwie nic co było mi niezbędne. Jednak jakieś dwa miesiące temu coś mu strzeliło w biały pyszczek i strącił moje lusterko do makijażu. Od tamtej pory jeszcze nie dorobiłam się nowego i maluję się w... lusterku od puderniczki. Smutne, nie?

Nowy telefon: pewnie nie miałabym na niego takiego parcia, gdyby nie to, że skończyła mi się umowa i chciałabym zmienić jej warunki, a że przy okazji mogę wymienić telefon to czemu by z tego nie skorzystać? Problem polega na tym, że zachorowałam na Samsunga Galaxy S4, ale jego cena w tym momencie lekko strąca mnie z nóg. Pewnie będę zmuszona poszukać tańszego odpowiednika – jeśli możecie mi coś doradzić w tym temacie to będę bardzo wdzięczna! Za Waszymi poradami szukałam S3, ale niestety nie mają go w ofercie Play. 

Instax mini: Ajć, to dopiero zachcianka. Myślałam, że mi przejdzie, ale niestety ten gadżet przypomina mi o sobie bardzo często. Cóż, byłoby fajnie. Co nie zmienia faktu, że mam ciągle inne, dużo pilniejsze wydatki. 

Kupon na pedicure: zbieram się, zbieram się, zbieram już od wiosny i jeszcze nie dotarłam na pedicure. Niestety! Stopy to ta część mojego ciała o którą nie umiem i nie lubię dbać i jeśli nie zobaczą się raz na czas z miłą panią, która ratuje stopy na co dzień, to jest kiepsko. 

A jakie są Wasze grudniowe życzenia? 

Magiczny Grudzień - last minute. Jak przywrócić magię świąt?

Do świąt zostało jeszcze 12 dni. Nie wiem czy też tak macie, ale nie raz i nie dwa Święta przychodziły do mnie znienacka, jeszcze szybciej mijały i dosłownie za ułamek sekundy był Sylwester i Nowy Rok. Nigdy nie byłam w stanie się nacieszyć świąteczną atmosferą. I teraz wiem, gdzie robiłam błąd. 


Bo widzicie, dobrze jest się wczuwać w grudzień już od samego początku. Dlatego w tym roku ubraliśmy choinkę sporo wcześniej niż zwykle - a "zwykle" oznacza okolice Wigilii. 
Mam jeszcze w planach gorącą czekoladę w kawiarni, spacer na krakowski rynek, świąteczne kino, ostatni bieg za prezentami (chyba już bardziej dla samej atmosfery niż za potrzebą), "wigilię" z przyjaciółkami i kilka innych miłych rzeczy. Zamierzam posegregować moje potrzeby i wymagania co do roku 2015 i jakoś sensownie ubrać to w słowa, a potem zapisać na okładce nowego kalendarza. 
Zamierzam żyć przez grudzień, a nie wegetować i potem obudzić się zaszokowana w wigilijny poranek.  

Dla tych z Was, którzy odrobinę przysnęli przez pierwszą część miesiąca, mam najfajniejsze fragmenty mejli konkursowych moich czytelników. Być może zainspirują Was do zrobienia czegoś fajnego, być może pomogą odzyskać atmosferę świąt, albo po prostu uśmiechniecie się, tak jak ja cały wczorajszy wieczór kiedy odczytywałam jeden po drugim. 

Aha, wyniki konkursu znajdziecie w tym poście


SPOSOBY NA MAGICZNY GRUDZIEŃ
Dzielą się czytelnicy BMBM


- Żeby grudzień był magiczny postanowiłam, jak co roku, że muszę zrobić codziennie jakieś trzy dobre uczynki. Pomaga mi to wprowadzić się w okres świąteczny. 

- Magię grudniową wzmacnia to, że wieczorem z moim chłopakiem siadamy pod kocem z kubkiem kakao i oglądamy zimowe komedie ze św. Mikołajem w roli głównej. Na jakiś czas zmieniamy się w dzieci i oglądamy bajki.

- Kupuję i jem mandarynki. Tak - mandarynki, nie pomarańcze. Jak czuję zapach słodkiej mandarynki to nawet w połowie listopada jest dla mnie grudzień. Cieszę za każdym razem gdy zaczynam mandarynkowy sezon, wbijam pazury w gorzką skórkę, zaliczam strzał szczypiącego soku w oko i przypominam sobie jak w gimnazjum mój przyjaciel wepchnął na wigilii klasowej mandarynkę w całości do buzi i... potrzebował ratunku. Ani nie mógł pogryźć, ani przełknąć ani wypluć. I za każdym razem się z tego śmieję wkładając kolejne ząbki owocu do ust.  

- Piekę ciasto marchewkowe. Namiętnie. Zawsze mi wychodzi i jego zapach to tak jak w przypadku mandarynek - znak zbliżających się świąt. No i mój tata oglądający skoki narciarskie z talerzem ciasta... widok bezcenny i obowiązkowy. 

- Można kilka tygodni przed świętami "nastawić" ciasto na piernik dojrzewający, by dużo wcześniej poczuć "magię świąt", ale można też zrobić pierniki, które muszą odstać swoje w puszce. Ja takie lubię najbardziej. Ich zdobienie sprawia całej rodzinie mnóstwo radości! 

- Razem z partnerem tworzymy tradycje, które będą w przyszłości przekazywane naszym dzieciom. Właśnie na tym chcę się skupić w grudniu, i dlatego będzie to magiczny miesiąc. Świąteczny. 

- Mój własny kalendarz adwentowy - koniec z codziennym wpychaniem w siebie wyrobów czekoladopodobnych! Kalendarz Yankee Candle był już trochę bliżej mojego pomysłu, ale to wciąż nie było to. Postanowiłam więc przygotować 24 zestawy, po jednym na każdy zimny, grudniowy dzień. W każdym w ozdobny woreczek zapakowany jest kawałek wosku YC (nie za duży, tak, żeby wykorzystać go w jeden dzień) o konkretnym, zimowym zapachu, karteczka z inspirującym cytatem i mała słodkość, niekoniecznie czekoladowa :) Już nie mogę się doczekać porannego rytuału otwierania kolejnych woreczków! 

- Uwaga uwaga…świąteczne porządki! Wiem, ze pewnie należę do grona tych bardzo nielicznych, ale wręcz kocham sprzątać przed świętami. Najlepiej w rytm świątecznych piosenek. Tylko dać mi szmatkę i już mnie nie ma dla świata.

- Uwielbiam robić kolaże, coś w stylu Szymborskiej. Trochę humoru, ironii.Wycinam modelki z gazet z idealnie płaskim brzuchem i naklejam na zdjęcie talerza z ciastakmi. Albo Kate Moss w towarzystwie goryla z podręcznika do biologii ? Idealnie! To mój pomysł na pseudo świąteczną kartkę. 

- Dla mojej przyjaciółki  przygotuje słoik z afirmacjami.Słoik obkleję koronką ze starej sukienki, obwiążę szyjkę wstążką, do środka karteczki z hasłami na poprawę humoru, coś w stylu "Dziś potańcz przed lustrem","Uśmiechnij się do nieznajomego w autobusie". Głupie, ale czasami pomaga. 

- Przez cały miesiąc będę witała i żegnała wszystkie osoby odwiedzające sklep, w którym pracuję uśmiechem! Mały gest a cieszy. W końcu uśmiech jest najpiękniejszą rzeczą, jaką człowiek może dać człowiekowi. Ponadto czas Świąt jest najlepszym momentem na dzielenie się z innymi ludźmi tym, co najpiękniejsze.  

- Jako że grudzień jest miesiącem dawania, postaram się obdarować moją rodzinę i przyjaciół nietuzinkowymi prezentami! Żadnych zakupów w sieciówkach! Liczy się kreatywność i zaangażowanie, więc przygotuję dla każdego własnoręcznie przygotowany podarunek. Zrobię wszystko, aby każda osoba poczuła się wyjątkowo!  

- Wieniec adwentowy! Być może znasz ten pochodzący z Niemiec zwyczaj. Wieniec z pachnących gałązek, kolorowa wstążka i cztery świece. Zapalane co tydzień w niedzielę. Pierwszy tydzień - jedna świeca, drugi tydzień - dwie świeca, aż do ostatniego, kiedy płoną wszystkie świece. 

- Ale tak naprawdę najbardziej magiczny jest... śnieg! Tak, wiem, że ostatnimi latami śnieg w grudniu był prawdziwą rzadkością, ale ja jestem wielka optymistką. I nieważne, co mówią inni, ja wyczarowałam sobie sposób na to, aby w tym roku jednak spadł. Brzmi dziwnie, prawda? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż, założyłam się z kimś, że jeżeli śnieg jednak spadnie wybiegnę na ulicę śpiewając ,,Do you want to build a snowman". Nawet Niebiosa nie oprą się takiemu widokowi!



- Grzane wino - postanowiłam: raz w tygodniu idziemy z koleżanką ' na miasto ' gdzie dzień w dzień przez cały grudzień jest ' świąteczny rynek ' z mnóstwem świątecznego jedzenia , czekolady , pierdół i... WINA. Mnóstwo ludzi, muzyka i świetna atmosfera potrafią poprawić najgorszy humor - sprawdzone.

- Plan przedsylwestrowy - pojechać w góry na 2 dni posiedzieć przed kominkiem w czerwonych skarpetkach w śnieżynki, z czerwonym lakierem na paznokciach i toną czekolady, która pójdzie w boczki oczywiście, bo ja to ani snowboard ani narty... sport owszem - jedzenie szwajcarskiej czekolady na czas.

- Grudniownik - punkt obowiązkowy. To albumo-notes w którym opisuję każdy dzień grudnia. Zajmuję się scrapbookingiem, więc jest mi łatwo zrobić taki album własnoręcznie ale można i poszukać innych inspiracji - hasło grudniownik lum december daily. W Lidlu były zestawy papierów świątecznych, można bazę zrobić z szarych kopert, kupić zrobiony przez kogoś lub notować w zeszycie. W moim znajduje się obowiązkowo lista prezentów, terminarz przedświątecznych spotkań, miejsce na świąteczne przepisy, kolejne dni zyskują opisy ze zdjęciami (tu pomaga mi instax). dla mnie to świetna pamiątka na przyszłość no i bardziej odczuwam każdy dzień magicznego grudnia.

 - Codziennie coś świątecznego  (dla mnie głównie DIY). W tym roku zaplanowałam, że każdego dnia zrobię coś świątecznego własnoręcznie. Będą to z pewnością wypieki, chcę sama zrobić świąteczną herbatę i mieszankę do kawy (i koniecznie kogoś zaprosić). W planie jest dzień na ubieranie choinki, dzień na świąteczne spotkanie dla znajomych. Planuję ozdobić świeczki, zrobić ozdobne świeczniki dla znajomych (świetny pomysł na własnoręcznie zrobiony drobiazg- świeczniki na tealighty/podgrzewacze robię ozdabiając najtańsze szklanki z ikei- co roku inaczej- oklejając starą książką, wstążkami, taśmami dekoracyjnymi... to jest tanie w wykonaniu i dzięki temu można każdego obdarować), ozdobny obrazek, chcę wybrać się na zakupy świątecznych ozdób, wizytę na świątecznym kiermaszu, zrobić girlandę z gwiazdek z masy solnej. Wszystko to udokumentuję w moim Grudniowniku. 

- Uważam że nauka gorącej rumby gdy za oknem pada śnieg będzie świetną rozrywką. Wybór tańców oczywiście dowolny.

- Nauczę się wszystkich piosenek z "Frozen". Ten film (a może raczej bajka) w polskiej wersji językowej nie przypadł mi do gustu. Obejrzałam w oryginale i przepadłam. Ścieżka dźwiękowa, ze szczególnym uwzględnieniem oskarowej piosenki "Let it go" jest cudowna. Będę śpiewać ile sił, podczas gotowania, sprzątania, najlepiej z kimś w duecie. A to że nie mam talentu wcale mi nie przeszkadza!

- Przede wszystkim, jak co roku uświadomię sobie, że jestem wielką szczęściarą! Mam kochającego chłopaka, wspaniałą rodzinę i świetnych przyjaciół. To właśnie dzięki nim grudzień jest magiczny. Zwolnię, poświęcę czas na spotkania z nimi! Usiądziemy w naszym domku przed kominkiem i grając w Monopol będziemy wspominać już powoli mijający rok. Będzie to czas na podsumowanie, na wspominanie świetnych chwil, refleksje.  

- Przygotowujemy 24 małych karteczek (wycięte paseczki) i na każdej z nich wypisujemy jakieś małe aktywności, które pozwolą nam bardziej skupić się na atmosferze świąt. Może być to np.: włącz świąteczne lampki, wyjdź na spacer i podziwiaj uroki zimy, stwórz świąteczną playlistę, włącz świąteczną playlistę. Niech będą to nawet takie błahe rzeczy jak uśmiech do nieznajomego, ulepienie śnieżki, czy zaśpiewanie kolędy. Karteczki składamy i wrzucamy je do małego słoiczka, który zdobimy według własnych upodobań. Każdego dnia grudnia sięgamy po jedną karteczkę i wykonujemy zadanie. 

- Przejażdżka świątecznymi karuzelami i odwiedzenie lodowiska. Tutaj w okresie świątecznym w centrum miasta ustawiane są ogromne karuzele oraz otwierane jest lodowisko, które od razu kojarzy mi się ze świetnym filmem ,,Igraszki losu''. Wszystko jest tam wspaniale oświetlone, więc myślę, że to idealne miejsce na odczucie magii grudnia. 

- Sięgnąć do klasyki kina. Już od dłuższego czasu planuję obejrzeć chyba bardzo znany film "Śniadanie u Tiffaniego". Do tej pory go nie obejrzałam. Cały czas się do tego "zbieram". Ale grudniowe wieczory doskonale nadają się na seanse filmowe. Obejrzysz filmy, na które miałaś ochotę, ale nie miałaś czasu lub byłaś zbyt na to leniwa. Idealny pomysł na spędzenie czasu! 

- Zadbam o obie sfery: somę i psyche. Dla ciała - dam mu odpocząć. Zadbam o odpowiednie nawilżenie skóry i włosów (ogrzewanie jest dla nich bezlitosne), postaram się dostarczyć mojemu organizmowi więcej snu i wody (ostatnio się coś buntował z tego tytułu, więc lepiej spełnię jego żądania), zadbam o odpowiednią dawkę relaksu. Będę czytać namiętnie wszystko co mi wpadnie w ręce (jak na razie polecam "Dumę i Uprzedzenie"). Zabiorę się za dalsze pisanie mojego opowiadania. Mam głowę pełną pomysłów i tak niesamowity głód twórczy, że nie zużycie tego zapału byłoby zwyczajnym marnotrawstwem. A o marnowaniu talentów jest odpowiednia przypowieść... 

- Małe, codzienne, miłe rzeczy wymierzone w kierunku drugiej osoby – to mój pomysł na magiczny grudzień.To nie musi być nic materialnego, może być telefon do dawno niewidzianej koleżanki, wesoły mail do zabieganej siostry czy krótki sms do mamy. Jest tak wiele małych rzeczy, które można zrobić, a nie wymagają od nas wielkiego poświęcenia.  

- Pierniki! Przepisów jest naprawdę wiele, każdy znajdzie coś dla siebie. Ale to nie pieczenie jest tu kluczowe, ale dekorowanie. Dla mnie to wyzwanie, by między uczelnią a pracą znaleźć wolne popołudnie, ale naprawdę warto nadrobić trochę obowiązków (lub niektóre sobie odpuścić, choć rekomenduję to pierwsze wyjście), by spędzić kreatywny (i pyszny!) czas z bliskimi.  

- Zadbanie o swój brzuszek. Nie ma to jak szczęśliwy, najedzony (ale nie przejedzony!), zdrowy brzuszek zimową porą (no, i zadowolone oczy i kubki smakowe) - mój i mojego Pana. Poza tym, że ogólnie staram się jadać więcej posiłków na ciepło, grudzień nie może obyć się bez świątecznej herbaty (w moim wypadku jabłkowej z Teekanne oraz zielonej z marcepanowymi gwiazdkami Five O'clock), piernikowej kawy (z dodatkiem piernikowej przyprawy, bez cukru) oraz nie całkiem zdrowych ale domowych słodkości, na przykład ciastek z kleiku ryżowego lub domowego budyniu z gorzkiej czekolady. Choć nie przepadam za zupami, w grudniu często królują na moim stole - prym wiedzie ostra, rozgrzewająca meksykańska i zielony krem z groszku mrożonego - obie ucieszą oczy kolorami.  

- Najpierw stworzymy słoik, do którego przez cały grudzień będziemy wrzucać  - zarówno Ty jak i Twoja druga połówka zawinięte na kolorowych skrawkach papieru marzenia, które trzeba spełnić w 2015 roku. Ani jedno, ani drugie nie powie przez cały grudzień jakie pomysły wytworzyły się w głowie przez 31 dni, a rozpakowanie całego słoika w Nowy Rok po tanecznej nocy będzie miłym dniem ze spojrzeniem z perspektywą na kolejny rok, jakie marzenia czekają do spełnienia.



- Odkrycie pasji lub talentu. Właśnie długie grudniowe wieczory sprzyjają rozwijaniu talentów. Można nauczyć się decoupage'u albo robótek na szydełku. Przez cały rok migamy się brakiem czasu. A tu proszę. Grudzień wychodzi na przeciw i mówi- "proszę, masz tu długi wieczór, daję Ci w końcu czas! Wykorzystaj go, naucz się w końcu robić na drutach". A kiedy już coś zacznie nam wychodzić, możemy wykorzystać te umiejętności w tworzeniu pięknych, oryginalnych i prosto z serca prezentów gwiazdkowych.  

- Kalendarz adwentowy. Robimy go razem z narzeczonym. Kalendarz składa się z małych torebeczek zrobionych z papieru pakowego, ozdobionych "na świątecznie" i przyczepionych na sznureczkach. Całość wisi w kuchni i każdego dnia otwieramy jeden i wykonujemy to, co jest napisane na karteczce. Żeby pomysły się nie powtarzały robimy wspólnie listę 40, wybieramy 24 i w ciemno wkładamy do torebek. Strasznie nas korci, żeby otworzyć kolejne wcześniej, ale trzymamy się twardo postanowienia "jedna dziennie". Pomysł na wykonanie kalendarza podejrzałam któregoś razu na Pintereście i bardzo do mnie przemówił, natomiast zawartość torebek to już inwencja własna, same przyjemne i można by powiedzieć przyziemne rzeczy, ale bawimy się jak dzieci, bo to jak dostawać codziennie prezent przed gwiazdką. 

- A skoro przy odświeżaczach jesteśmy. Komuś udało się kiedykolwiek znaleźć w stacjonarnym sklepie nienachalny, mało chemiczny zapach? Mi też nie. Ale za to wymyśliłam godny zamiennik niewymagający wielkiego nakładu pracy. Wystarczy uszyć niewielką materiałową saszetkę (opcjonalnie kupić w sklepie) i wypełnić ją... herbatą. Najlepiej liściastą. U mnie w grudniu niepodzielnie króluje herbata Chai z mlekiem i to właśnie ona znajduje się u mnie w saszetkach rozmieszczonych pomiędzy ubraniami. 

- Żeby grudzień był magiczny trzeba zacząć doceniać dobrą herbatę, ciepłą rozmowę z przyjacielem, chłód szczypiący w policzek, podróż tramwajem który wiezie nas prosto do celu, muzykę towarzyszącą nam przy pracy, czy nauce. Trzeba wykorzystywać szanse, które pojawiają się nagle i niespodziewanie. Nigdy nie wiadomo kiedy zmienią nasze życie. 

- Jednak najważniejsze jest to, że wszystko zależy od Naszego nastawienia. Jeśli codziennie będziemy budzić się z grymasem na twarzy, narzekając, że jest ciemno i zimno, to na nic nasze starania, aby sprawić ten miesiąc wyjątkowym. Dlatego tę magię powinniśmy nosić przede wszystkim w sobie. Uśmiechać się, kiedy w radiu po raz pierwszy słyszymy świąteczną muzykę a w telewizji Mikołaj z Coca Coli życzy Nam wszystkiego dobrego. 

 - Razem z moim Lubym, pieniądze, które zawsze przeznaczamy na prezenty dla siebie, złożyliśmy "do kupy" i próbujemy zupełnie nowych rzeczy. Wlicza się w to np. wizyta w grocie solnej, u masażysty, w parku wodnym, (największa rewolucja dla niejadków) próbowanie kuchni z różnych zakątków świata, itp. Są to po prostu rzeczy, do których nigdy nie mogliśmy się zmobilizować (albo ważniejsza przyczyna - nie mieliśmy na to pieniędzy), a dzięki temu, że wykorzystaliśmy pieniądze przeznaczone na prezenty, Wigilię mamy przez kilka dni w grudniu. 

- Lubię też smak grzanego piwa/wina z masą przypraw korzennych. Ostatnio wynalazłam herbatę korzenną. Potrzebujemy - hibiskusa, goździki (lubię dużo), cynamon, starta skórka z pomarańczy, starty imbir, cukier lub jeszcze lepiej- miód, cząstki pomarańczy/ cytryny, no i oczywiście woda. Gotuję wszystko razem, jest pyyyszne! 

- Mam zamiar uśmiechać się do ludzi. Pomysł dobry na każdy miesiąc, ale wydaje mi się że w grudniu wszyscy są zabiegani, puszczają im nerwy w sklepach. Ja na przekór im, zimie i powszechnemu narzekaniu będę się uśmiechać. Do wszystkich.

- Poszukam kłębka wełny,
U mamy przejdę kurs pełny.
I na drutach szalik zrobię,
Podaruję go bezdomnemu, nie sobie.




- Gdy przyjdzie już TEN moment - sprzątam. Tak, sprzątam. Nie mogę przecież wnieść choinki do pokoju, w którym jest chaos! Nie mogę stroić jej jakby to była jakaś zwykła, codzienna czynność. A świecące się lampki wymagają kruchych ciasteczek z reniferkami, choinkami i bałwankami. To nic, że często jeszcze nie ma śniegu. Przyjdzie. Poczekam. Z kubkiem kawy w dłoni, pod kocem, najczęściej z książką (kiedyś, kiedyś dojdzie do tego kot i wtedy mój grudzień będę idealny) i świątecznymi kolędami w tle. 

- Kupić ( z przymrużeniem oka): świąteczny kubek z mikołajem czy reniferami, ciepłe skarpety (koniecznie z ozdobami – tymi najsłodszymi !), świąteczną (no bo jaką inną?), milusią, słodziusią piżamkę, karton herbaty.
Zebrać cały zestaw do kupy i używać codziennie wieczorem.

- Dlatego w grudniu zwolnię i odnajdę magię ŻYCIA. Po prostu - odpocznę, nacieszę się atmosferą świąt i dobroci. Naładuję baterie na przyszły rok. Moim zdaniem to w zupełności wystarczy, aby grudzień był magiczny. Nie trzeba wywijać fikołków wystarczy tylko na chwilę się zatrzymać i docenić to co mamy - życie, rodzinę, przyjaciół, możliwości nauki i rozwoju, a przede wszystkim samych siebie. Magia w grudniu po prostu jest. Wystarczy ją dostrzec.