Naprawdę nie wiem ile razy próbowałam napisać ten tekst.

Włączałam komputer, odpalałam edytor i patrzyłam na migający kursor. I tyle. W pierwszej chwili chciałam napisać w tytule „the end” i pożegnać się na zawsze. Zniknąć z sieci, zatrzeć po sobie ślady i zająć się czymś zupełnie innym. Potem pomyślałam, że zamiast się żegnać, po prostu przestanę się udzielać. Albo skasuję kilka rzeczy i problem z głowy. Może nie zauważycie? A nawet jeśli zauważycie, to pewnie poruszenie potrwa nie dłużej jak jedną dobę. Miałam czarne myśli, bo i w moim życiu porobiło się czarno. Wpadłam w serię niefortunnych zdarzeń, popchnęłam czubkiem buta – zupełnie niechcący! – kostkę domino i tym sposobem cała układanka, którą wypracowywałam przez ostatnie lata poszła w cholerę.

Nic mnie nie cieszyło. Nie miałam energii. Nie miałam chęci. Wszystko działało na autopilocie. Dużo płakałam. Przestałam jeść. Zaczęłam ćwiczyć, żeby pozbyć się złej energii i wymęczyć ciało, po to, aby myśleć o bólu, a nie o tym co się dzieje. Wpadłam w czarną dziurę. Najpierw zaczęłam więcej udzielać się na bogu uciekając w „zajętość”, ale było to suche i bez emocji. Potem… potem przestałam się zmuszać do czegokolwiek. I tak to sobie trwa.

Naprawdę myślałam, że powinnam zamknąć to miejsce i znaleźć sobie nowe hobby. Hodować barany, czy coś.

A potem, mimo tego, że sytuacja nie zmieniła się jakoś bardzo, moje myślenie uległo zmianie. Słuchajcie, mam z 10 tekstów w szkicach na ten temat, ale nigdy w życiu ich nie opublikuję. Rozebrałam się tam nie tylko z ubrań i emocji, ale też rozłożyłam na czynniki pierwsze. Całą siebie. A to trochę za dużo jak na bloga lifestylowego z kotem w roli głównej. Wystukanie na klawiaturze tych wszystkich złych rzeczy w jakiś sposób mnie oczyściło. I minęła chęć odcięcia się od świata wirtualnego. To znaczy, takiego kompletnego.

Potrzebuję odpoczynku, dlatego znikam na jakiś czas. Jeśli najdzie mnie ochota, albo wpadnę na jakiś pomysł, albo będę Wam po prostu chciała napisać dzień dobry, słuchajcie, przeczytałam kilka fajnych książek – odezwę się. Ale zrzucam z barków obietnicę publikowania regularnych tekstów (2-3 razy w tygodniu), wrzucania codziennych zdjęć na instagram i co tam jeszcze sobie zmyśliłam. Mam nadzieję, że zrozumiecie i mnie wesprzecie.

Koniecznie obserwujcie mnie na instagramie i mój profil na facebooku, bo tam w pierwszej kolejności dowiecie się o czymś nowy.

Nie będę obiecywać, że wrócę z wielkim stylu, że nie poznacie bloga, że wskoczymy na wyższe obroty. Prawda jest taka, że nie wiem co się stanie. Nie wiem czy wrócę kiedykolwiek, a jeśli tak to kiedy i czy w tej samej postaci. Na ten moment muszę wziąć się w garść, zająć się nową pracą, odświeżyć prawo jazdy i zrobić jeszcze kilka innych rzeczy. Dla siebie. Dla mojej rodziny. Muszę skupić się na życiu w realu. Tak w 100 procentach.

Ściskam Was mocno, do napisania.
Wasza Nadine

O mnie: Zobacz wszystkie posty Strona autora

Nadine Lu

24 latka z Końca Świata. Młoda Mama, świeża Żona Pana Wysokiego, Blogerka, przyszła autorka bestsellerów.

  • Trzymam kciuki za wszystko, co sobie postanowiłaś. Jeśli będziesz miała chwilę i ochotę, by wrócić do blogowych (i nie tylko) tematów w realu, zapraszam na kawę. 😉

  • Trzymaj się Nadine! Będzie dobrze, i już czekam na powrót. 🙂

  • Powodzenia!

  • Karolina Adamczyk

    Nadie, nikt nie oczekuje, żebyś udawała kogoś, kim nie jesteś. Dasz radę wypaść z dołka, potrzeba tylko czasu i jakiejś odskoczni i będzie dobrze. Trzymaj się cieplutko i powodzenia! 🙂

  • Marta Grodkowska

    Szkoda, bo fajnie się czyta Twoje teksty, ale najważniejsze, żebyś żyła w zgodzie ze sobą- dla siebie oraz dla tych najważniejszych w Twoim życiu.

  • Katarzyna Jemioło

    Już brakuje mi Twoich tekstów.. Ale najważniejsze to żyć ze samą sobą w zgodzie – takie decyzje trzeba podziwiać! Powodzenia!

  • 🙁

  • Madlena

    Hej Nadine, będzie Cię tu bardzo brakowało, ale wiadomo, że najważniejsza jesteś teraz Ty i Twoja rodzina. Wszystkiego dobrego, niech się ułoży jak najlepiej! 🙂

  • Gosia

    Hej Nadine, bez względu na to, jak się dalej potoczy historia tego bloga i Twojego ‚udzielania się’ wirtualnie, chciałabym Ci podziękować, za wszystko, co do tej pory napisałaś. Wiele razy dałaś mi do myślenia, wiele razy się szczerze uśmiałam i wiele razy zamruczałam:) Twoje teksty nie raz podnosiły mnie na duchu, poprawiały humor, więc teraz ja chcę Ci powiedzieć, że dasz radę, cokolwiek się w Twoim życiu dzieje! Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki!:) Gosia

  • Kochana! Życzę Ci powodzenia! Uwielbiam Twojego bloga:)
    Nie namawiam Cię jednak kurtuazyjnie do szybkiego powrotu, bo wiem ile życia to wszystko kosztuje. Jeśli postanowisz, że wracasz, wszystko może być już zupełnie inaczej, i u Ciebie i u nas,Twoich czytelników:) Pozdrawiam!

UA-36089368-1